Dobrego foundera cechuje ogromna determinacja do szukania rozwiązań

Udostępnij:
8 min.
O tym, jak w zaledwie pół roku udało zbudować się startup z apetytem na globalną ekspansję, kto powinien porzucić korporacyjną karierę, aby budować fintechowe (i nie tylko) jednorożce i dlaczego założyciel startupu nie jest managerem – rozmawiamy z założycielami Booste, Jakubem Pietraszkiem i Michaelem Kacprzakiem.

Skąd decyzja, aby zawodowo związać się z branżą startupową? Powszechnie wydaje się, że kariera korporacyjna daje dużo większy bufor bezpieczeństwa.

Jakub PietraszekNigdy nie lubiłem szufladkowania i zawsze stawiałem na jak najszerszy rozwój, zarówno jeśli chodzi o moją edukację – skończyłem między innymi finanse i prawo, studiowałem też na MIT – jak i pracę. Kiedy byłem jeszcze związany z tzw. Wielką Czwórką, nigdy nie chciałem ograniczać się tylko do jednego projektu czy sektora. To pozwoliło mi poznać biznes z każdej strony – tej strategicznej i operacyjnej, jak również od strony wsparcia oferowanego dla różnych branż. I w końcu nadszedł ten moment, kiedy stanąłem przed dylematem: czy iść tą korporacyjną ścieżką już zawsze, czy wyjść ze swojej strefy komfortu i szukać możliwości rozwoju gdzie indziej. 

Tak się składa, że studiując jeszcze na MIT miałem okazję rozwijać startup edukacyjny, Elab Education Laboratory. Pozwoliło mi to przekonać się w praktyce, na czym polega realizacja projektu od momentu powstania koncepcji, po jej wdrożenie. Muszę przyznać, że to właśnie etap wdrożenia i analizowania, jak na nowy koncept reaguje rynek, był dla mnie tym najbardziej interesującym. Szansą na doświadczenie środowiska startupowego było też istotne rozwinięcie działań Uber Eatsa na polskim rynku Uber Eats na polski rynek. Oba projekty pokazały mi, że to właśnie takich zawodowych wyzwań szukam.

Michael Kacprzak: Ja z kolei większość mojej zawodowej kariery poświęciłem na wdrażanie własnych przedsięwzięć – jestem współtwórcą między innymi platformy SaaS dla dietetyków TiqDiet i firmy Enablers, specjalizującej się w business agility. Pracowałem też z twórcami aplikacji Babbel i startupem Tidio. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych projektów była możliwość samorealizacji, która stanowi dla mnie absolutny priorytet, jeśli chodzi o wybór projektów zawodowych. 

Szukam przedsięwzięć, które można porównać do gry strategicznej. Lubię rozwiązywać ciekawe problemy biznesowe i realizować wyzwania wymagające innowacyjnego podejścia. Takim projektem jest na pewno Booste, które prowadzimy pod skrzydłami Tar Heel Capital Pathfinder.

Jak w takim razie trafiliście do Pathfindera?

JP: O Pathfinderze słyszałem już wcześniej. W którymś momencie dotarła do mnie informacja, że fundusz poszukuje founderów do nowego projektu. Na tamtym etapie nie znałem jeszcze szczegółów – wiedziałem tylko, że mogę zostać częścią biznesu z obszaru e-commerce, fintech oraz revenue based financing, czyli modelu, który na świecie rozwija się niezwykle dynamicznie. Miałem też gwarancję dużego bezpieczeństwa, które oferuje Pathfinder – to wiodący gracz na rynku venture buildingu, dający wsparcie operacyjne, strategiczne oraz finansowe. Szansa, że projekt prowadzony w ramach takiego zespołu zostanie efektywnie wdrożony była zatem na pewno większa, niż w przypadku startupu zarządzanego na własną rękę. Ważnym argumentem był też fakt, że Pathfinder szukał dwóch founderów, co pozwoliłoby na synergię kluczowych kompetencji niezbędnych, aby zrealizować tak wymagające przedsięwzięcie z sukcesem.  

MK: Ja z kolei na ofertę Pathfinder natknąłem się w internecie. Umówiłem się na rozmowę, podczas której bardzo zaciekawił mnie pomysł przedstawiony przez fundusz – Booste od początku było biznesowym wyzwaniem, a to ostatecznie przekonało mnie, aby poprowadzić projekt. Poza tym zależało mi na przedsięwzięciu, którego będę współudziałowcem i które ma potencjał ekspansji na skalę globalną. Po ponad roku pracy przy Booste mogę powiedzieć, że decyzja o dołączeniu do Pathfinder była strzałem w dziesiątkę.

Czy znaliście się, zanim zostaliście założycielami Booste?

MK: Nie (śmiech) i cały czas się poznajemy. Moment rozpoczęcia projektu był bardzo specyficzny, bo przypadł na kwiecień 2020 roku, czyli czas lockdownu i masowego przejścia na model home office. Bardzo długo nie mieliśmy więc z Jakubem szansy, aby poznać się na żywo, tym bardziej, że na początku pandemii na długie tygodnie utknąłem z rodziną w Australii. Na co dzień mieszkamy natomiast w dwóch różnych miastach – ja w Szczecinie, a Kuba w Warszawie. 

JP: Widzimy się kilka razy w roku, a pierwsze nasze „normalne” spotkanie odbyło się po dwóch czy trzech miesiącach od momentu kick offu projektu. Wszyscy z Doliny Krzemowej powiedzą, że to gotowa recepta na niepowodzenie. Nam się udało. Tempo budowania firmy było zadowalające od samego początku – w grudniu 2020 mieliśmy pierwszego klienta, w czerwcu tego roku uzyskaliśmy 54 mln zł finansowania w rundzie A i weszliśmy z Booste na trzy zagraniczne rynki. 

MK: To był rzeczywiście ciekawy rok. Pracowaliśmy w bardzo szybkim tempie, zwłaszcza mając na uwadze, że pierwsze dwa miesiące poświęciliśmy tak naprawdę w całości na analizy biznesowe. Dodatkowym wyzwaniem była sama pandemia, która narzucała taki, a nie inny sposób pracy. My jednak od początku dość intuicyjnie rozumieliśmy swoje mocne i słabsze strony i staraliśmy się uzupełniać. Kluczowe był też, aby pracując wyłącznie zdalnie, bezbłędnie rozumieć swoje intencje. W czasach, kiedy większość informacji wymieniamy mailowo, czy za pośrednictwem komunikatorów, łatwo jest przecież o nieporozumienie. Udało nam się jednak wypracować taki model współpracy, który przełożył się na gładką komunikację, zarówno pomiędzy nami, jak i innymi członkami zespołu. 

Na czym w tym czasie polegało wsparcie zespołu Tar Heel Capital Pathfinder?

JP: Pathfinder pomagał nam w budowaniu Booste od samego początku. Dołączając do funduszu mieliśmy pewność, że możemy liczyć na wsparcie prawne, księgowe, administracyjne i HRowe, co przełożyło się na ogromną oszczędność czasu, a nam pozwoliło skupić się na strategicznych częściach biznesu. Bez takich zasobów nie bylibyśmy w stanie stworzyć firmy w pół roku. Drugim kluczowym elementem był dostęp do sieci kontaktów funduszu, co na samym starcie podniosło nasze szanse na znalezienie właściwych partnerów biznesowych.

MK: Co ważne, przez cały ten czas mieliśmy i mamy dużą swobodę, zarówno jeśli chodzi o zarządzanie, jak i wytyczanie kierunków rozwoju firmy. 

Jak w takim razie określilibyście idealnego managera do prowadzenia biznesu w modelu VB?

MK: Taką osobę powinniśmy raczej określać jako foundera, założyciela, a nie managera. Powodem są różnice w podejściu do prowadzenia biznesu. Założyciel nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, ale nie boi się ich szukać, testuje różne kierunki rozwoju firmy, na bieżąco weryfikuje wszystkie założenia. 

Menadżer dąży do zachowania status quo – chce prowadzić proces przewidywalny, którym można od początku do końca zarządzać. Taka osoba z reguły stara się unikać zmian, a w biznesie startupowym, gdzie obszar niepewności jest duży, nagłe zmiany są czymś normalnym. Jeśli miałbym jak najkrócej opisać, co cechuje idealnego foundera, to byłaby to ogromna determinacja do szukania rozwiązań. 

JP: Poza tym założyciel co do zasady powinien być osobą dość wszechstronną i dobrze rozumieć ekosystem biznesowy, aby swobodnie przejmować prowadzenie różnych etapów projektu. Tutaj nie ma miejsca na sztywną hierarchię i oczekiwanie, że skoro jestem founderem, to będę delegować zadania. Taka osoba nie może bać się pracy operacyjnej, powinna działać według zasady all hands on deck i can-do – bez względu na to, na jakie wyzwania natrafia.

Czy w takim razie przez tych kilkanaście miesięcy napotkaliście problemy, na które nie do końca byliście przygotowani?

MK: Obaj przyjęliśmy założenie, że jeśli nie wiemy, jak rozwiązać dany problem, to po prostu się dowiemy. Od początku zresztą mieliśmy świadomość tego, że cała rama finansowo-regulacyjna i technologiczna projektu może być skomplikowana i będzie wymagać od nas dużego zaangażowania i nieszablonowego podejścia. Duży komfort psychiczny daje jednak fakt, że w sytuacjach niespodziewanych możemy liczyć na wsparcie tak doświadczonego partnera, jak Pathfinder.

Plany Booste na przyszłość?

MK: Przede wszystkim chcemy kontynuować naszą ekspansję poza granicami Polski, ponieważ od samego początku założeniem Booste była obecność na globalnym rynku. Ciągle mamy też nowe pomysły, jak firmę rozwijać. Pamiętajmy, że jesteśmy obecni na rynku od niedawna, przed nami więc nadal sporo do zrobienia.  

JP: Takim celem jest między innymi rozszerzenie funkcjonalności platformy: chcemy, aby docelowo był to tzw. one-stop-shop dla firm e-commerce, który oferuje szereg usług, know-how i partnerów pozwalających sklepom na efektywne wykorzystanie finansowania i jak najszybszy rozwój.

MK: Booste od początku przełamuje rynkowe schematy i w tym aspekcie na pewno nic się nie zmieni.