Gry jak złoto? O opcjach inwestycyjnych na rynku gamingu

Udostępnij:
10 min.
Przemysł gier komputerowych jest gigantycznym rynkiem, oferującym cały wachlarz opcji inwestycyjnych związanych nie tylko z producentami gier, ale także z esportem i dostawcami technologii. O czym warto wiedzieć na starcie?

Poszukując bezpiecznych inwestycji często wspomina się o metalach szlachetnych, jak złoto czy platyna. Są odporne na inflację, trwałe, a ich wartość respektowana jest praktycznie wszędzie. Na pierwszy rzut oka trudno porównać dynamiczny, stosunkowo nowy rynek gamingowy do bardzo tradycyjnego rynku obrotu metalami szlachetnymi. W branży gamingu również da się jednak znaleźć inwestycje o niskim ryzyku, a dynamika jej rozwoju niesie ze sobą dużo szans na inwestycyjny sukces.

Przemysł gier komputerowych jest gigantycznym rynkiem: według Newzoo w 2020 roku jego wartość wyniesie prawie 160 mld USD, a do roku 2023 ma przekroczyć 200 mld USD. Uczestniczy w nim obecnie ponad 2,5 miliarda osób (graczy).

Stając naprzeciw tak wielkiego i dynamicznego rynku warto zdać sobie sprawę z mnogości opcji inwestycyjnych związanych nie tylko z producentami gier, ale także z esportem i dostawcami technologii, a także szans oraz zagrożeń z nimi powiązanych. O czym warto wiedzieć na starcie?

Inwestowanie w studia gier

Prawdopodobnie jest to pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy jako bezpieczna inwestycja w gaming. Wyniki spółek takich jak CD Projekt RED, Ubisoft czy chiński Tencent Holdings utwierdzają w tym przekonaniu. Inwestycje w akcje studiów gamingowych cieszą się więc coraz większą popularnością. Nikogo nie dziwi już sytuacja w której wartość spółki gamingowej wynosi więcej niż wartość PKO BP oraz mBanku… razem wziętych. Kredyt zaufania pokładanego przez inwestorów w ten sektor jest na tyle duży, że gdy CD Projekt ogłosił przesunięcie premiery swojej drugiej flagowej produkcji Cyberpunk 2077 na listopad, zostało to odebrane pozytywnie – jako przejaw dbałości z jaką studio podchodzi do swoich dzieł. W efekcie ceny akcji ponownie poszybowały w górę, a 19 maja 2020 spółka przebiła w swojej wycenie Ubisoft – największego Europejskiego producenta gier, wartego ok. 36,5 mld złotych. Czy zatem inwestowanie w akcje gigantów gamingu ma jakiekolwiek minusy?

zdjęcie: Lenzil Gonsalves, Unsplash.com

Wartość producenta czy wydawcy jest bezpośrednio powiązana z sukcesem finansowym wydawanych gier. Duże znaczenie dla prognoz biznesowych ma więc model monetyzacji wydawanej gry. Najprostszym jest tradycyjne wydanie Buy-To-Play – gracz musi kupić grę, by w nią grać. Paradoksalnie, jest to jeden z bardziej niepewnych modeli. Proces tworzenia gier, szczególnie gier AAA (tj. gier o najwyższych budżetach przeznaczonych na produkcję i promocję), jest długi, skomplikowany i zależy od wielu czynników, często znajdujących się poza bezpośrednim wpływem producenta czy wydawcy. Takie gry są również bardzo drogie w produkcji – wydawca musi więc sprzedać dużo kopii, by wyjść choćby na przysłowiowe “zero”. Poziom zysków studia, który posiada w swoim portfolio dużo gier dystrybuowanych w tym modelu, jest więc niepewny i trudny do zagwarantowania.

Coraz więcej producentów i wydawców stawia na model Free-To-Play, z dodatkowo płatną zawartością. Podstawowa gra jest darmowa, próg wejścia jest więc o wiele niższy. W tym modelu monetyzowane są treści dodatkowe, status (np. subskrypcyjne konto premium dające więcej możliwości), czy też przedmioty kosmetyczne. Gwarantuje to producentowi stały przypływ środków potrzebnych na dalsze rozwijanie i skalowanie produktu.

Dobrze zaimplementowane treści dodatkowe potrafią być bardzo dochodowe. Przykładowo w przypadku Electronic Arts w roku 2019 usługi związane z płatną zawartością stanowiły 68% ich przychodów, które wyniosły 5 mld dolarów. Innym przykładem świetnie zaimplementowanego modelu Free-To-Play jest Fortnite, który nieustannie zbija krocie na tzw. przepustkach sezonowych i skórkach (rok 2019 zamknął z przychodami wynoszącymi 1,8 mld USD).

Mamy więc sytuację, w której potencjalnie mniej zarabiające modele monetyzacyjne są o wiele łatwiejsze do rozwijania w sposób kontrolowany, a ich sukces nie zależy wyłącznie od dobrego marketingu i szczęścia. Przed wejściem w inwestycję warto więc zainteresować się tym, jak monetyzowane są produkcje studia, którego akcje lub udziały mamy na oku.

(E)sportowe emocje – dobry doradca?

Kolejnym obszarem globalnego rynku gier w który można inwestować jest esport, a konkretnie: drużyny, organizacje i federacje, jak również duże turnieje i ligi. Na co należy zwrócić uwagę oceniając te inwestycje?

Esport operuje w świecie sum działających na wyobraźnię. Pule nagród oferowanych w turniejach esportowych ciągle rosną i przyprawiają o zawrót głowy (tegoroczny The International, największy turniej gry Dota 2, oferuje w puli nagród ponad 34 mln dolarów). Same drużyny są jednak często przecenione. Linearny model biznesowy prowadzenia organizacji esportowych trudno się jednak skaluje i jest mało elastyczny, co w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń jest zdecydowaną wadą. Przykładem takiego zdarzenia był kryzys organizacyjno-medialny w jakim znalazła się FaZe, organizacja esportowa w którą w 2019 roku zainwestowało wiele znanych postaci ze świata sportu i muzyki. Zawodnik tej drużyny, Turner “Tfue” Tenney, wniósł przeciwko niej pozew zarzucając zbyt restrykcyjne warunki kontraktu i niezadowalające zasady podziału wpływów pomiędzy graczem a organizacją. W toku postępowania wyszły na jaw również inne naruszenia przepisów przez FaZe – kontrakt Patricka “H1ghSky1” okazał się nieważny, gdyż zawodnik podpisując go miał 11-lat (o czym FaZe nie informowało organizatorów turniejów). Sam zawodnik został zawieszony na wielu platformach społecznościowych. Nie uczestniczył również w Fortnite World Cup 2019.  Tego typ nagłe zdarzenia dotyczące topowych zawodników bezpośrednio przekładają się na szanse wygrania turnieju, a co za tym idzie – na wartość drużyny.

zdjęcie: Michelle Jimenez, Unsplash.com

Z drugiej strony esportowcy działają w środowisku platform streamingowych takich jak YouTube, Twitch.tv czy zyskujące ostatnio na popularności streamy na Facebooku, które pozwalają na osiąganie łatwo mierzalnych i skalowalnych zasięgów. Esport to również bardzo wartościowy obszar z perspektywy producentów sprzętu i akcesoriów dla graczy, jak również wielkich marek promujących styl życia w który kompetytywna i emocjonalna charakterystyka esportu świetnie się wpasowuje (np. Red Bull). Ma ogromny potencjał wzrostowy: jest łatwo dostępny i – w porównaniu np. do konwencjonalnego sportu – stosunkowo odporny na ograniczenia dotyczące organizacji wydarzeń publicznych. Gdy w trakcie wiosennego lockdownu NBA czy NFL były praktycznie zamrożone, esport – oferujący porównywalne sportowe emocje – miał się wyśmienicie. Mimo odwołanego Majora w Rio (jednego z najważniejszych wydarzeń w rocznym kalendarzu profesjonalnego Counter-Strike’a) oraz zmian w modelu eliminacji i przeniesieniu rozgrywek z LANa do sieci, globalnie rozumiany esport znacząco urósł.

Warto zauważyć, że duże federacje i organizacje konwencjonalnych sportów takie jak NBA, NFL czy ESPN weszły w partnerstwo z firmami skupionymi wokół rynku gier komputerowych. NBA połączyło również siły z Take-Two Interactive tworząc NBA 2K League, pierwszą w Stanach ligę esportową prowadzoną przez konwencjonalną federację. Wygląda więc na to, że przedstawiciele rynku sportu nie mają wątpliwości, czy w rynek esportowy warto inwestować.

Dobra cyfrowe z gier

Rynek dóbr cyfrowych w grach powiązany jest zarówno z gamingiem, jak i esportem. Najpopularniejszą obecnie formą tych dóbr są skórki – przedmioty o charakterze czysto kosmetycznym (szerzej o skórkach pisaliśmy już wcześniej).

W dużym skrócie, jednym z modeli funkcjonowania skórek w obiegu jest wprowadzenie pół-otwartego rynku na którym emitentem dóbr jest producent gry, a podmiotami handlującymi są gracze. Popyt, a wraz z nim cena takich przedmiotów, związane są bezpośrednio z rzadkością ich występowania oraz wyglądem. Na cenę skórek do Counter-Strike: Global Offensive wpływają również naklejki-autografy drużyn lub pojedynczych pro-graczy. W rękach kolekcjonerów takie przedmioty potrafią osiągać zawrotne wartości: przypuszczalnie najdroższą sprzedaną skórką był niezwykły M4A4 | Howl – skin, który od dawna nie jest emitowany, oklejony bardzo rzadkimi naklejkami, osiągnął cenę 100 tys. dolarów. Poprzedni rekord wynosił 61,000 tysięcy dolarów za jeden z najpopularniejszych i jednocześnie rzadkich skinów do karabinu snajperskiego AWP. W jakie dobra cyfrowe z gier można zatem zainwestować? Opcji jest kilka.

Można inwestować w same przedmioty, takie jak naklejki lub skrzynki. Możemy tu liczyć na zysk na poziomie ok. 15-20% w skali roku. Można też inwestować w firmy operujące w tym segmencie. W Polsce pierwszą taką firmą, która weszła na giełdę (rynek NewConnect) jest Skinwallet, oferujący środowisko bezpiecznej wymiany i monetyzacji dóbr cyfrowych z gier oraz budujący szerokie portfolio technologii wspomagających wymianę dobrami. Dołączenie kolejnych spółek z segmentu to jednak tylko kwestia czasu.

Technologia

Technologia stojąca za sukcesem platform streamingowych, sieciowych modułów czy też samych gier jest często inwestycją pewniejszą, niż wykorzystujące ją produkty. Silniki graficzne, środowiska developerskie oraz sterowniki sprzętowe, czy nawet rzeczy tak uniwersalne jak technologia motion capture korzystają z finansowych sukcesów całego rynku, rzadko będąc jednak zależnymi od jednej, konkretnej produkcji, która może być albo nie być hitem. Co więcej, część z tych technologii, przetestowana na polu boju przez producentów gier, może być następnie w zmienionej formie wykorzystywana w przemyśle filmowym czy w produktach opartych na protokołach sieciowych.

Dobrymi przykładami technologii, które na swój sposób redefiniowały rynek gier są Unreal Engine, silnik gier komputerowych pierwotnie wyprodukowany przez Epic Games na potrzeby strzelanek pierwszoosobowych, czy też Unity – wieloplatformowy silnik stawiający na łatwą dostępność, pozwalający na rozwój sceny niezależnej (licencje na komercyjne wykorzystanie lub w ogóle dostęp do większości silników są bardzo drogie).

Jak zarabiają na tym twórcy technologii? W przypadku Unreal Engine używanie silnika jest darmowe, Epic dostaje natomiast 5% od wszystkich aplikacji (głównie gier), które z niego korzystają i przekroczą próg zarobkowy 3000 dolarów na kwartał. Biorąc pod uwagę popularność Unreal Engine i ilość tytułów wykorzystujących to środowisko wielu ekspertów sugeruje, że swoją wycenę na poziomie prawie 15 mld USD Epic Games zawdzięcza właśnie Unreal Engine, a nie – jak można by się było spodziewać – swojemu flagowemu tytułowi i jednej z najpopularniejszych gier na świecie, Fortnite.

Gamingowa rewolucja… w naszych portfelach

Świat realny przenosi się do sfery wirtualnej – nie ma co do tego wątpliwości. Wedle raportu Digital 2020 średnio prawie 7 godzin dziennie spędzamy online (czyli ok. 100 dni w roku). Dla najbardziej zaangażowanych użytkowników to w internecie toczy się życie towarzyskie, w ten sposób spędzają wolny czas, część z nich świat online jest również źródłem dochodu (praca zdalna lub zarobki bezpośrednio z gier). Nic zatem dziwnego, że również inwestując stawiają na świat, który najlepiej znają.

Mają przy tym dużo różnych opcji i możliwości. Przybliżyliśmy jedynie kilka z nich, dotyczących wybranych spośród największych segmentów rynku, który będzie nieustannie rósł. Każdy inwestor skupiony na dużych wzrostach powinien zatem dopisać branżę gamingową na listę inwestycji, które ma na celowniku.

Artykuł oryginalnie opublikowany na portalu Brief.pl.