Venture Building? Najciekawsza praca na świecie!

Udostępnij:
11 min.
Od serwisu z dzwonkami telefonicznymi do dwóch organizacji z portfolio kilkudziesięciu projektów technologicznych zbudowanych od zera - w kolejnej odsłonie z cyklu Founders Talks Arkadiusz Seńko, partner zarządzający Tar Heel Capital Pathfinder i CEO Red Sky opowiada o drodze przedsiębiorcy, którą wielokrotnie przeszedł i o tym, jak to doświadczenie pozwala mu wspierać ambitnych founderów w realizacji ich wizji i planów.

Arkadiusz Seńko: Venture building to budowanie biznesów przez doświadczoną w tym organizację od etapu pomysłu, przez MVP, po skalowanie i exit. Żeby być w tym naprawdę dobrym potrzebne są umiejętności, które można nabyć przede wszystkim w praktyce. Moim sposobem na zdobycie potrzebnej wiedzy było wielokrotne przejście tej ścieżki samodzielnie. Dość wcześnie zacząłem tworzyć własne projekty, a gdy miałem ich za sobą kilkadziesiąt i nabrałem w tym zakresie doświadczenia oraz przekonania, że mogę się tym doświadczeniem dzielić – postanowiłem to wykorzystać. Nie będę ukrywał, że opracowywanie kolejnych koncepcji i uruchamianie kolejnych projektów daje mi też po prostu ogromną radość i satysfakcję. Lubię budować biznesy.

Arkadiusz Seńko

Opowiedz zatem o pierwszym biznesie, który zbudowałeś.

AS: Od zawsze bardzo interesowały mnie komputery. Miałem to szczęście, że już gdy miałem 8 lat moi rodzice zainwestowali w domowy komputer. Niedługo później w domach pojawił się internet, który działał wtedy na impulsy. Od tamtej chwili większość swojego czasu poświęcałem na dwie rzeczy: wymyślanie sposobów na to, jak na ten internet zarobić oraz naukę programowania. Pierwszym przedsięwzięciem, które w tym celu uruchomiłem był… serwis z dzwonkami na telefon. 

Czyli to dzięki Tobie mogliśmy zmienić kultowy dźwięk Nokii na coś bardziej oryginalnego?

AS: Tych serwisów było kilka, ale rzeczywiście trochę osób skorzystało przy tym z mojej strony. Na impulsy wystarczało [śmiech]. W miarę, jak rozwijałem swoje umiejętności programistyczne i poznawałem podobnych sobie przedsiębiorczych nastolatków – zazwyczaj właśnie przez internet – pojawiały się pomysły na nowe serwisy, które miały szansę przynosić już zyski. I tak w wieku 16 lat zostałem współzałożycielem serwisu Fotosik.pl. 

To była strona do przechowywania zdjęć online?

AS: Tak. Była to usługa do przechowywania zdjęć, połączenie popularnych wówczas na świecie usług Flickr oraz ImageShack. W tamtym czasie jakość zdjęć wykonywanych za pomocą aparatów fotograficznych szybko rosła, a wraz z nią popularność Fotosika, który w pewnym momencie znalazł się wśród 20 najpopularniejszych stron internetowych w Polsce. Wzbudził tym zainteresowanie inwestorów, a konkretnie funduszu MCI Investments, który zdecydował się kupić serwis.

I co było dalej?

AS: W 2006 roku założyłem Red Sky – organizację, która od tamtego czasu, czyli od ponad 16 lat buduje biznesy technologiczne. Jednym z pierwszych większych projektów, które powstały w ramach Red Sky był Filestube – wyszukiwarka multimediów, która znalazła się na liście 40 najpopularniejszych stron na całym świecie według rankingu Alexa. W szczytowym momencie jej działalności korzystało z niej 300 mln użytkowników miesięcznie. 

To brzmi świetnie nawet z dzisiejszej perspektywy, a co dopiero w czasach, gdy Internet w Polsce zaledwie raczkował?

AS: Osiągaliśmy KPI, które sobie wyznaczaliśmy i staliśmy się liderem w swojej kategorii – chyba można więc tak powiedzieć. Żadna inna polska firma nie osiągnęła takich zasięgów globalnie. Czuliśmy jednak, że monetyzacja Filestube może być jeszcze lepsza. Zaczęliśmy więc poszukiwanie partnera, który oprócz finansowania zaoferowałby wiedzę i doświadczenie, które pozwoliłyby nam jeszcze bardziej przyspieszyć. Tak na naszej ścieżce pojawił się Xevin Investments. Fundusz zainwestował nie tylko w Filestube, ale także w sam Red Sky, co pozwoliło nam wejść na inny poziom prędkości. 

Gdzie chcieliście na tej prędkości dolecieć? Jaki był pomysł na Red Sky?

AS: Plan był prosty: budować wokół Red Sky kolejne serwisy tworzące wartość dla klientów, które szybko stawałyby się dochodowymi firmami. Pomysłów mieliśmy mnóstwo i nie wszystkie przeszły całą drogę biznesową. Część z nich zamknęliśmy na różnych etapach rozwoju. Kilka jednak poradziło sobie całkiem nieźle, na przykład spółka RemoteMyApp („RMA”) i projekt ChallengeMe, które zdecydowanie rozwinęły się po naszej myśli. ChallengeMe po dwóch latach trafił w ręce amerykańskiego inwestora branżowego, a RMA w ubiegłym roku zostało kupione przez Intel Corporation

Spodziewałeś się takiego zakończenia tej historii?

AS: Tak, choć nie spodziewałem się, że nabywcą będzie Intel. RMA systematycznie się rozwijał, stopniowo przyciągając coraz większych inwestorów. Stworzyliśmy świetną technologię, która skusiła nie jednego, a dwóch globalnych gigantów: Deutsche Telekom, który zainwestował w spółkę w 2020 roku i później właśnie Intel Corporation. Na koniec dnia wszyscy zaangażowani w spółkę inwestorzy odeszli zadowoleni, możemy więc powiedzieć, że ta inwestycja była sukcesem. Plan jest taki, żeby następnym razem pójść o krok dalej.

To znaczy?

Pracujemy nad budowaniem globalnych czempionów, liderów w swoich kategoriach. Wierzę, że historia na miarę Spotify czy Netflix jest w naszym zasięgu.

Gdy pojawiła się propozycja od Intel, czy w którymkolwiek momencie miałeś myśl, żeby jednak nie sprzedawać i budować dalej?

AS: Nie. W tamtym momencie sprzedaż była rozwiązaniem optymalnym z perspektywy wszystkich osób zaangażowanych w projekt. Bardzo nas cieszy, że przy okazji udało nam się dokonać czegoś, czego od prawie dekady nie mieliśmy okazji zobaczyć na polskim rynku: udany exit z polskiego startupu technologicznego, który trafił do globalnego gracza. Dla Intela była to zresztą pierwsza tego typu akwizycja w Polsce. 

RMA był projektem rozwijanym wspólnie przez Red Sky i Tar Heel Capital Pathfinder. Jak doszło do powstania tej drugiej organizacji? 

AS: Red Sky był dochodowy już przed tym, gdy zainwestował w niego Xevin Investments. Współpracowaliśmy blisko z funduszem i wspólnie zrealizowaliśmy kilka inwestycji. To była zresztą dość wyjątkowa sytuacja, bo nieczęsto zdarza się, żeby fundusz inwestował wspólnie ze spółką, w którą zainwestował. W 2017 roku, po kilku latach współpracy okazało się, że nasze wizje dotyczące inwestowania w te projekty rozeszły się. Wykupiłem wówczas wszystkich udziałowców Red Sky i zacząłem poszukiwać partnerów do dalszego rozwoju. Współpracując z funduszem poznałem Radka Czyrko. Dobrze pracowało nam się przy wcześniejszych inwestycjach Red Sky z Xevin i postanowiliśmy kontynuować tą współpracę w nowej formule. Organizując kolejne rundy inwestycyjne dla projektów, które powstały w ramach Red Sky nawiązałem też znajomość z Grzegorzem Bielowickim i Andrzejem Różyckim, prowadzącymi fundusz private equity Tar Heel Capital. Szybko zorientowaliśmy się, że mamy zbieżne poglądy na wiele kwestii dotyczących inwestycji w projekty na wczesnym etapie rozwoju. Postanowiliśmy połączyć siły i umiejętności jako Tar Heel Capital Pathfinder. 

Czyli fundusz inwestujący w projekty na wczesnym etapie rozwoju?

AS: Tak. Inwestujemy w kilku formułach. Oprócz „klasycznego” venture capital działamy w modelu venture building, w którym jako fundusz współtworzymy projekty od samego początku, czyli od etapu ideacji. W tej drugiej formule działamy w bliskiej współpracy z Red Sky. Koncepcje biznesowe czasem powstają u nas, a czasami w głowach przedsiębiorczych ekspertów domenowych, którzy mają niesamowitą wiedzę w obszarze swojej specjalizacji i jednocześnie nie mają kompetencji i wiedzy potrzebnych do budowania biznesu. Rozwijamy je wspólnie. Do realizacji projektów, które powstały wewnątrz Pathfindera i Red Sky pozyskujemy zdolnych i doświadczonych founderów spoza naszej organizacji oferując im pełne wsparcie naszego ekosystemu venture buildingowego. 

Co to znaczy?

AS: Ustrukturyzowaliśmy proces budowania i zarządzania projektami biznesowymi. Stworzyliśmy organizację, która posiada wszystkie kompetencje potrzebne do rozwijania biznesów technologicznych, od kompetencji strategicznych, finansowych, HR-owych, administracyjnych i prawnych, przez sprawdzone i doświadczone we wspólnej pracy zespoły deweloperskie oraz produktowe, po specjalistów od PR, marketingu, skalowania i ekspansji zagranicznej. Ponad 16 lat doświadczenia, wielokrotnie przetestowane procesy oraz sprawdzeni eksperci sprawiają, że tworzone przez nas produkty mają większe szanse na sukces. 

Czyli jesteś seryjnym budowniczym biznesów. Co jest zatem najtrudniejsze w zakładaniu i budowaniu startupu?

AS: Na sukces startupu składa się bardzo wiele różnych elementów, m.in. poprawnie sformułowana teza leżąca u podstawy projektu, bardzo dobry zespół itd. Myślę, że najtrudniejsze jest skoordynowanie wszystkich tych elementów całościowo tak, żeby wszystko działało dobrze. Czasem wyzwaniem jest też osiągnięcie spójności pomiędzy celami organizacji, potrzebami rynku, kompetencjami i energią zespołu oraz wizją inwestorów. Taki „alignment” musi być trwały: gdy spojrzymy na sukcesy Google czy Facebooka to były historie budowane przez lata, różnymi narzędziami. Odpowiedni dobór tych narzędzi to też niełatwa sztuka. 

Opowiedz o swojej pierwszej inwestycji w projekt, który nie był Twoim własnym projektem.

AS: Wśród pierwszych takich inwestycji były m.in. firma, która prowadziła sklep internetowy „Czas na herbatę”, sklep z soczewkami „Bez okularów” i… Google na ich giełdowym debiucie. Jak widać, horyzont inwestycyjny od zawsze miałem dość szeroki [śmiech]. Natomiast jednym z pierwszych projektów, w które zainwestowaliśmy jako organizacja był Woodpecker.co.

Dostajesz do rąk nowy pitch deck. Na co patrzysz w pierwszej kolejności?

AS: Próbuję zrozumieć, jaką wartość niesie i jakie potrzeby chce zaspokoić projekt oraz do  kogo jest skierowany. Analizuję pomysł, w tym kto za nim stoi, na jakim etapie rozwoju się znajduje i na jakim działa rynku. Szukam odpowiedzi na pytanie, jak bardzo ten produkt czy usługa dzisiaj są unikatowe, jakiego typu przewagę rynkową posiadają i czy to jest wystarczające, żeby wyskalować się do rozmiarów, które będą optymalne z perspektywy potencjalnych zysków. 

A co jest dla Ciebie czerwoną flagą?

AS: Mam taką obserwację, że jest na rynku dużo projektów, które skupiają się na małych problemach, czyli problemach mało istotnych lub istotnych dla małych grup odbiorców. Te projekty szybko dochodzą do szklanego sufitu. 

Co jest ważniejsze: founder czy produkt?

AS: Najważniejsi oczywiście są ludzie, choć nawet najbardziej wykwalifikowani ludzie nie osiągną wiele ze słabym produktem. Na szczęście taka kombinacja rzadko się zdarza. 

W większości projektów jesteście bliżej bieżących wydarzeń niż typowy fundusz venture capital. Widzicie więcej. Czy zdarzyło Ci się przez to kiedyś stracić wiarę w foundera?

AS: Bliska współpraca z founderami nie wynika z braku zaufania – powiedziałbym, że founderom z którymi współpracujemy dajemy bardzo duży jego kredyt. Staramy się być blisko i na bieżąco z tym, co dzieje się w spółkach aby móc szybko zareagować w sytuacji, gdy founder zasygnalizuje potrzebę wsparcia. To normalne – nikt nie zna się na wszystkim, a życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze. Problem pojawia się wtedy, gdy founder nie chce przyznać, że potrzebuje wsparcia. To może prowadzić do utraty zaufania, a zaufanie jest jednym z podstawowych elementów każdej relacji – również tej pomiędzy zarządem startupu a inwestorem. 

Jaka była najważniejsza lekcja z bycia przedsiębiorcą? 

AS: Żeby budować biznes trzeba lubić to robić i mieć odpowiednio dużo determinacji i samozaparcia. Wiara foundera, odwaga w realizacji wizji i marzeń często są kluczowym czynnikiem, który sprawia, że te marzenia się spełniają.  

Jak dziś wykorzystujesz swoje doświadczenie, żeby wspierać młodych przedsiębiorców w realizacji tych marzeń? 

AS: Nie jest to tylko moje doświadczenie, a doświadczenie całej organizacji. Venture building w wykonaniu Tar Heel Capital Pathfinder i Red Sky to praca i zaangażowanie kilkudziesięciu osób. Projekty realizujemy ramię w ramię z founderami towarzysząc im w drodze, którą sami przeszliśmy już wielokrotnie, w takim zakresie w jakim tego potrzebują. Naszym celem i misją jest wsparcie founderów i zespołów w osiągnięciu sukcesu. Jestem przekonany, że gdybym sam na początku swojej drogi zawodowej otrzymał taką pomoc, na koncie Red Sky byłoby w tej chwili jeszcze więcej przełomowych projektów. Dlatego gorąco zachęcam wszystkich przedsiębiorców, którzy chcą podążać tą drogą, ale nie chcą tego robić samotnie, do rozmowy z nami. 

To dlaczego venture building? 

AS: Bo to najciekawsza praca na świecie! Gdybym znalazł coś, co daje mi więcej radości lub interesowałoby mnie bardziej, to już bym to robił.